| pozytywnablog |
| ::księga
gości:: 2010 styczeń 2008 lipiec luty 2007 wrzesień luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec maj kwiecień 2005 wrzesień lipiec marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec maj marzec styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec |
Szykuje się.. .. coś ekstra! Szykuje się i to wiem na pewno! Nadal jestem zdrowo pogięta ale jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa. Myśl na teraz? (Ta sama co od wakacji) jeba* frajerów! To moj czas. To mój złoty czas! pozytywna 2010-01-06 00:46:41 skomentuj (0) Cały czas szalona, kolorowa, szczęśliwa.. Cały czas szalona, kolorowa, szczęśliwa.. i pozytywnie podchodząca do życia.. - o tak... to właśnie jaa! Hehehe nic sie nie zmieniłam... chociaż może styl pisania - tak mi sie zdaje;p - może trochę bogatsze słownictwo – choć tez nie zawsze! Dostałam ostatnimi czasy bardzo po dupie, po garach i takie tam.. Wiem że można żałować swojej przeszłości i tego co się kiedyś robiło/zrobiło – w liczbie mnogiej tez. Wiem że mama to moja najważniejsza osoba w moim życiu. Nie dlatego że mnie wychowała do dobre dziecko.. ale dlatego że mogę z nią o wszystkim pogadać – o ciuszkach, chorobach, smutkach, żalach a nawet o seksie – i wiem że nigdy się ode mnie nie odwróci bo kosia mnie całym serduszkiem hihhi – też taka wariatka jak ja;p gdy w nocy walczymy z opadającym drzewem, osami w ścianie czy po prostu dopada nas głupawa i krzyczymy na całą ulice jak się kochamy i uwielbiamy. O to właśnie chodzi.. żeby znaleźć w życiu taką osobę z która można o wszystkim pogadać. Tak mi się wydaje – szeroki uśmiech spoglądający na wyraz WYDAJE – że trochę po niej odziedziczyłam tego wariactwa;p Hihi.. Moje życie nadal kolorowe.. Dużo podróżuj z TYM JEDYNYM(:***) i cieszę się że go mam.. i nie mam zamiaru się zmieniać tylko iść do przodu i podnosić na duchu tych którzy tego potrzebują.. Myślałam o jakieś akcji charytatywnej, pomoc i takie tam:) może warto trochę z siebie tego co mam taaaak wiele? pozytywna 2008-07-15 00:42:45 skomentuj (1) 1..2..3..4..5..6...... Kto nie dąży do rzeczy niemozliwych nigdy ich nie osiągnie. Staje na nogi... zostawiłam prace i pszeszłość daaaleko w tyle... zmieniłam sie, zmieniłam sie na lepsze:) pozytywna 2008-02-25 21:40:32 skomentuj (2) 17 wrzesnia.. dzien w sumie jak każdy inny.. ale.. ? .. ale chyba sie zakochałam.. a jak nie.. to w 100% zauroczyłam. Śmietankowe buziaczki i lukierkowe przytulanki! Coś sie dziwnego ze mną dzieje - tak mi sie przynajmniej wydaje.. bo to nie normalne w moim wypadku jak myślę o facecie 24h na dobę i na niczym innym nie mogę się skupić.. Mam przy nim motylki w brzuszku, oczka mi się świecą gdy go rano przy sobie widzę.. Wspaniałe uczucie.. tylko jak ja mam teraz o to dbać jak wszystkie związki do tej pory były dla zabawy? Przy nim czuje sie jak bym miała 12 lat i pierwszy raz w życiu czuje coś takiego do faceta.. Reeetyy.. skąd sie biorą takie rzeczy? Głupio tak mówić że każdy były chłopak nie dorasta mu do pięt.. ale tak na prawdę jest! I jak kiedyś myślałam że kocham to zdecydowanie sie myliłam.. Zdecydowanie jest moim ciasteczkiem:) Ktoś sie nawet śmiał.. "czy to ten wymarzony, idealny facet? bo nie poznaje Ciebie pozitiV".. Marzenia sie spełniają i życie to bajka! Jestem w 1/5 najprawdziwsza Hrabianką z rodu R. ;-) Fajna niespodzianka.. tak dowiedzieć się ;-) W piątek poprawka z fizjologi-trzymajcie kciuki!! :* *: pozytywna 2007-09-17 20:35:27 skomentuj (2) Sława.. Sława to kapryśna przyjaciółka, trzeba się stale o nią troszczyć. pozytywna 2007-02-11 15:21:24 skomentuj (4) Bo ja jestem bogata. Zanim zrozumiałam kim jestem byłam malutką pocieszna istotką która w wieku 2 lat pięknie mówiła po polsku i dogryzała innym dzieciom. Po dzisiejszej rozmowie z tatą doszłam do jednej istotnej ważnej rzeczy.. że ja naprawdę będę bogata – tak brzmiały moje pierwsze poważne słowa w wieku 3 lat. Mała, śliczna, blondyneczka z loczkami na głowie, zadzierająca nosek w wieku 4 lat, nosząca się w słodziutkie ciuszki cudowne pantofelki które zawsze pasowały do sukienki i kolorowe kapelusze – już wtedy kochałam kapelusze! – ciesząca się wszystkim i doceniająca każdy drobny prezent w moich malutkich rączkach wiedziałam że będę kimś! Buzie miałam wesołą, radosną i zawsze ale to zawsze uśmiechniętą(!) co podkreślały – do dzisiaj! – piękne, białe i równe ząbki. Chodząca co niedziele z mamą na obiady i duże zakupy. Pouczająca kelnerów w restauracji ze dziecko w wieku 4 lat chce jeść nożem i widelcem! Heh.. piękne czasy – teraz tak sobie myślę – byłam gwiazdą już wtedy. Już wtedy kierowano mną żebym jeszcze bardziej wchodziła w tą piękną bajkę która teraz nazywa się „życie”. Przez całe 21 lat jakie teraz mam dążyłam do tego żeby codziennie mówić ze „życie to bajka”. Cały czas dążyłam do tego żeby być kimś a tak naprawdę.. od zawsze byłam gwiazdą a czy byłam bogata? Raczej rozpieszczona przez kochających rodziców. Dziękuje im za wszystko bo to oni mnie rozpieścili i oni mnie sprowadzili na ziemie kiedy zaczęłam pracować. Pracować? Heh.. to raczej marzenia każdego człowieka mieć taką prace jak ja. Życie.. życie się tak potoczyło że naprowadza mnie poraz kolejny żeby czerpać ze wszystkiego korzyści i spełniać swoje marzenia. Dlaczego.. dlaczego tak pisze? Bo będę bogata. Ups.. ja już jestem bogata. pozytywna 2007-01-17 21:05:35 skomentuj (3) Praca ludzi sławnych. Piątek 9:14 Dryń, dryń, dryń.. - cały czas i nieustannie dzwoni moj telefon. Ta wibracja, przyjemna aczkolwiek na dłuższa mete drażniąca. Chciałabym kiedyś go wyłączyć i zapomnieć o wszystkim chociaż na 5 minut aczkolwiek wiem że jest to całkowicie nie możliwe bo praca, bo uczelnia, bo rodzina. Tak więc chwytam, naciskam zieloną słuchawkę i mówie: - Witam serdecznie - uśmiecham sie szerko i radośnie mając nadzieje że odbiorca - czyli szef - zrozumiał że to nie jest pora na telefon. - Dzień dobry - odparł zimno i bezlitośnie po czym szybko dodał - dzisiaj o 13 jedziesz do pracy - czyli do miejsca na północy Polski gdzie morze lawiruje na wietrze a piasek sypie po oczach - nie spóźnij się, pa. - nie spóźnij sie? Czy ja kiedykolwiek to zrobiłam?! Aaaa!! Co to wogole za informacja składająca sie z 2.. no może 3 zdań. W takich momentach można sie tylko powiesić - myśląc o tym dostałam szału, przecież ja mam zajęcia! Zdenerwowana i roztrzęsiona poszłam sie pakować do mojej ukochanej walizki. 11:02 Co z tego że nie wiem gdzie jest moja sala chociaż semestr już sie kończy. Latam po uczelni z tą walizką jak jakieś pośmiewisko potykające się o co druga kafelke i wystające stare listwy na podłodze która ma więcej lat niż moi rodzice razem wzięci. Po chwili namysłu stwierdziłam że pogłębie swoją wiedze na tablicy informacyjnej gdzie zawsze wiszą plany które nieustannie dają nam - nam.. dla zapominalskich - do zrozumienia gdzie odbywają się ćwiczenia. Podchodze i co widze? Pare karteczek z terminami egzaminów! Nie ma juz nic na temat zajęć - w sumie to nie powinnam sie dziwić bo to ostatni tydzień naszych zajęć. Siadam na ławce i z własnej głupoty opadam z sił. Walizka opada na moje buty ze skóry i rysuje wewnętrzną strone. Układając sobie w głowie słowa - poddałam sie - podchodzi do mnie koleżanka z gr. i pyta - co Ty tutaj robisz? Na to ja lekko zdziwiona i zastanawiająca sie co ona tutaj robi odpowiedziałam - Zgubiłam sie na naszej uczelni, czy to nie wspaniałe? Mam nadzieje że Ty też tu chciałaś planu szukac - usmiech na twarzy nr. 6 i lekka szydera. - Oj.. dzisiaj nie mamy pierwszych zajęć, coś kiepsko z Twoją pamięcią - prychneła i poklepała mnie po lewym ramieniu dodając - chodz do mnie do akademika zrobie Tobie kawy i pójdziemy na pózniejsze zajęcia. Stwierdzając że nie mam czasu na następne zajęcia ani nie mam ochoty oglądać jej twarz równie mocno prychnełam co ona mówiąc - dzisiaj jade do pracy i nie mam czasu, specialnie przyjechałam na wcześniejsze zajęcia, skoro ich nie ma jade do domu - w rzeczywistości sama chciałam iść na kawe i jakies śniadanko ale w 100% bez jej obecnośći! Odpowiedziałam tylko - sama sobie poradze, pa i wesołych świąt - po przeliterowaniu ostatniej litery z wyrazu ś.w.i.ą.t. zabrałam swoją walizkę przypominającą jeżdzącą małą trumienke i ruszyłam na bardzo późne śniadanie. 12:17 Delektuje sie moim życiodajnym napojem - czyli kawą - jest poprostu wspaniała. Moge sie na chwilke odprężyć i poukładać w teczce odpowiednie dokumenty a w głowie myśli i słowa żebym przypadkiem nie palneła jakiejś gafy literowej, gramatycznej albo "spelingowej". Ciesząc sie ostatnią wolną chwilą - bo stweirdziłam że w pracy będzie tragicznie ciężko - uśmiecham się sama do siebie i zjadam malutkie, brązowe ciasteczko. 13:40 Podróż zaliczam do nudnych. Chyba że powinnam sie podniecać faktem że jade najnowocześniejszym mercedesem który ma więcej elektroniki niż komputer. Samochód jak samochód. Mój szef jest rąbnięty że podnieca sie taką "maszyną?". Usiadłam z tyłu żeby specialnie na niego nie patrzeć i wyjełam laptopa. Wkładam magiczno-plastikowo-niebiesko-czarną karte z boku i czekam na połączenie... Nie ma wiadomości ani ważnych informacji. Weszłam na blog.pl i napisałam notke. Stwierdziłam że reszte napisze później. 18:15 Zgodnie z obietnicą zadzwonił hotelowy telefon z bardzo przemiłym głosem który powiedział - przypomniamy Pani że na 19stą jest spotkanie w sali Nowy Jork - kto by pomyślał że sali można dać nazwe własną jako wytycznik? 45 minut adekwatnie do dnia mi wystarczy. Włosy nadal mam piękne - bo kto by nie miał pięknych włosów które były układane przez ponad godzine? - wezme prysznic, pachnący balsam i szybko przelece najwaznieje punkty dzisiejszego programu oraz moje obowiązki. 20:59 Za minute 21 na moim zegarku a ja siedze sama z lampką wina przy bordowym stole z srebrno-granatową zastawą i ozdobami. Goście jedzą, piją i sie śmieją. Miałam pracować jako "maskotka tego miejsca? sławna młoda dziewczyna dająca przykład innym że we wczesnym wieku tez mozna zacząć kariere?" a w efekcie siedze i podziwiam piękne suknie młodych kobiet, czysto uprasowane fraki i garnitury mężczyzn i gdzie nie gdzie małe dzieci bawiące sie w wyznaczonych do tego miejscach. Rozglądając sie na prawo i lewo dostrzegam przemiłego kelnera. Byłam w tym miejscu kilka razy tak więc nie jest to obca dla mnie postać. Uśmiecha sie do mnie i przedziera jego wzrok przez tłum ludzi. Z daleka dostrzegam że sie rumieni. Jego policzki unosza sie przy każdym moim spojrzeniu oraz na ustach widnieje chęć rozpoczęcia rozmowy, chęć poznania tej tajemniczej kobiety i wręcz nie osiągalnej dla niego. Nagle czuje ciepłą dłoń na moich plecach, jednak gdy patrze w strone przystojnego kelnera dostrzegam że on nadal tam siedzi jednak mina jego już nie jest tak rozpromieniona jak wcześniej i dokładnie w tym samym momęcie trace go z oczu i odwracam sie żeby zwrócić uwage osobie stojącej za mną że nie lubie jak ktoś trzyma ręke na moich plecach. Wstaje z kaszmirowego obicia wysokiego krzesła i widze gromadke ludzi psioczących na jakiś nie zrozumiały dla mnie temat. Osoba klepiąca mnie po ramieniu zaproponowała że moglibyśmy coś wspólnie zjeść. Coś z tysiąca potraw, sałatek, przystawek, owoców morza czyli 8 rodzajów ryb, ośmiornice, kraby oraz krewetki, deserów w tym ciast i całodobowo zimnych lodów które stały niczym lodowy tort wciąż gotowy i zmarźnięty jakby był przed chwilą przywieziony z antarktydy. Owy mężczyzna przedstawił sie jako Marcin X. Po dłuższym zastanowieniu doszliśmy do wniosku że zjemy rybe. Do dzisiaj nie pamiętam tej nazwy - brzmiała zbyt tropikalnie. Odrazu było widać o co chodzi Marcinowi więc z chęcią grałam na zwłoke czerpiąc z tego niesamowitą radość i ochote z kolejnego wyszydzenia naiwnej osoby. Bogaty laluś który myślał że może mieć każdą. Uśmieszki, żarty, jakaś zdechła róża wyjęta z wazonu. Śmiesznie to wszystko wyglądało. Rozmawialiśmy o polityce(?!), religi(?!).. Jednym słowem nuda. Jednak jakimś dziwnym trafem moje spławiające odpowiedzi i grymasy na wypudrowanej twarzy spodobały mu sie ponieważ stweirdził że powinnam poznać "wyższe sfery". Nie użył może takiego stwierdzenia ale wiedziałam o co chodzi. Tak więc z talerzykami ryb ruszyliśmy do paru nadentych fagasów - chciał chyba im tylko zaimponować. Kolejna rozmowa była nudna jak flaki z olejem! Co za towarzystwo.. miałam ich serdecznie dosyć więc stwierdziłam że musze coś wymyślić bo straciłam z oczu owego kelnera który kokietował mnie cały czas wzrokiem. Jeden z Panów zapytał mnie - Co Pani sądzi o ekonomi naszego kraju? - uniusł wysoko brwi jakby myślał że zniszczy mnie tym pytaniem. Z szyderczym uśmiechem tylko odpowiedziałam - Pod czas jedzenia ekonomiczniej jest nie rozmawiać ponieważ traci się na tym więcej ATP i obrastamy w tłuszczyku.. podobnie jak Pan - to był puknt kulminacyjny. Najzabawniejsze było jednak to że nadenty Pan Marcin sie za mnie tłumaczył. Mówił "pewnie ma zły dzień", "kosmetyczka źle pomalowała jej paznokcie", "wstała lewa nogą". Głupie i niemające z niczym wspólnego teksty na przemian mnie rozśmieszały i denerwowały tak więc nic innego nie pozostało mi do zrobienia jak tylko powiedzieć - życze udanej zabawy - Marcin posmutniał. Jego twarz zrobiła sie poirytowana że skończyłam dzisiejsza rozmowe. Jednak nie miałam najmniejszej ochoty patrzeć na to zblazowane towarzystwo! Podciągnełam moją popielata suknie, poprawiłam gorset i złapałam za klosz żeby w biegu na świerze powietrze nie potknąć się. Zrobiłam to możliwie szybko i niezaóważalnie znalazłam sie na ogromnym tarasie. Stałam tam zupełnie sama. Grudniowy wiatr otulał moją suknie i prowadził drobne szpileczki po marmurowej podłodze. Było zimno jednak nie zwracałam na to uwagi.. kręciłam sie wokół siebi jak Kopciuszek na balu i podziwaiałam księżyc w jego całkowitej odsłonie. Zapach morza obudził mnie ale z racji pózniej godziny małymi kroczkami zmierzałam ku hotelowej sypialni. Przechodząc holem moje lekko zaspane oczy otuliły na dobranoc tajemniczego kelnera oraz poraz kolejny uśmiechnełam sie do niego wiedząc że jutro wracam do domu i znajomość na 10 minut nie ma sensu. Moja praca: Moja praca to jedno wielkie poznawanie ludzi, tłumaczenie im że nie wiedzą nic o życiu i zdobywaniem kariery w prosty sposób. Czasami sie obijam a czasami dostaje mi sie po uszach że to ja nie znam sie na życiu. Wiem jedno.. że nic w zyciu nie dostane za darmo. Ciężka praca już od najmłodszych lat jest bardzo ważna. Pamiętajmy również ze w dzisiejszych czasach przyjaźń to podstawa więc pomagajmy sobie nawzajem i dbajmy o to co najcenniejsze. Wesołych Świąt i szczęsliwego Nowego Roku 2007! ;-) ;-*** pozytywna 2006-12-23 13:44:22 skomentuj (2) Starocie. Dzisiaj 12:14 Wziełam telefon do mych małych rączek i zaczełam pisać. Pisać smsa.. i to chyba najbardziej durnego jakiego mogłam napisać od 3 miesięcy do byłego chłopaka. Poprosiłam o spotkanie bo jak wczesniej powiedział - 19stego wyjezdzam do Londynu - po tych słowach zamarłam w miejscu, czasie i przestrzeni. Totalna pustka w mojej głowie a obok.. kochający mnie mężczyzna spędzający ze mną kolejną godzine na nudnym wykładzie. Tak bardzo on kocha mnie. Cały wykład miałam wielką kszątanine w głowie. Nic nie zapamiętałam ani nie przyswoiłam do swojej głowy. Cały czas tylko on.. on.. i jeszcze raz on. Dlaczego były facet nie daje mi spokoju w mojej głowie? Wiem że go nie chce, wiem że to nie ma sensu ani tym bardziej przyszłości.. Jednak czasami wracam wspomnieniami do tego co było. Po co? Po co mi to wszystko? 15:09 Patrzyłam mu w oczy tak głęboko jak kiedyś. Byłam zestresowana i zdziwiona tym jak dobrze sie trzyma i jak wygląda. Chciałam mu tyle powiedzieć, tyle dać do zrozumienia.. a wyszło na to.. że sie tylko pozegnaliśmy po całej rozmowie. 22:39 Nie płacz pOzytywna.. tusz Ci sie rozmarze tylko.. 22:43 Nie nawidze tego wspominać nie nawidze!!! Bo ON kiedyś powiedział: "nie nawidze Ciebie = kocham Cie" 22:44 Za pózno. Ułozyłam sobie życie z kimś innym. pozytywna 2006-12-12 22:44:28 skomentuj (4) Podatna... Podatna na nowe ciuchy, nęcące perfumy, drogie kosmetyki, ekskluzywne buty, seksowną bielizne i.. i na spojrzenie tysiąca facetów oglądających sie za mną gdy krocze w 14 centymetorwych szpilkach po mieście szukając miejsca gdzie wypije kawe i odpłyne w myślach które kreują temat przyszłej sesji zdjęciowej. Podatna na dotyk, szept miłosny i delikatny, usmiech, wzrok płynący z szarno niebieskich oczu, głębie miłości przeplatającej sie z pragnieniem, zapachem nowej nuty w mym zmyśle i.. i tym wszystkim co sprawia że odlatje jak mały, kolorowy motylek w strone słońca nie bojąc sie o jutrzejszy dzien, jak strojące drzewo z falującymi liścmi na wietrze które nie martwi sie tym co przyniesie jutrzejszy dzien. Podatna na zamiany, metamorfozy, nowości, zarabianie i wzbogacanie się. Podatna na to.. aby być sławną osobą. pozytywna 2006-11-05 14:15:10 skomentuj (6) Piątek 17:24 - Na pewno to dobry pociąg? – pytałam mojego Ka. z lekką nutka niepewności wsiadając do pociągu z przesiadki. Byłam taka zdenerwowana tym weselem że nie mogłam normalnie myśleć, tak więc pozwoliłam sobie na to pytanie. Ka. wymamrotał – nie jestem pewien, aczkolwiek.. – chwila ciszy, bardzo niezręcznej ciszy – nie jestem pewien czy to na pewno ten.. – rozejrzał się na prawo i lewo badawczym wzrokiem oraz wsłuchiwał się w antysympatyczny głos w megafonie po czym dodał – tak to na pewno nasz pociąg – i złapał mnie za rękę aby zaprowadzić na odpowiednie miejsce. Rozgościliśmy się w trzecim wagonie na czteroosobowym miejscu z czerwonej a’la skóry. My i nasze torby. Moje brązowe, jesienno-zimowe futro i jego elegancki szary płaszcz z cudownym kapturem. Wyglądaliśmy jak podróżnicy a w efekcie jechaliśmy tylko do jego do domu aby następnego dnia wybrać na uroczysty dzień jakim jest ślub oraz wesele jego kuzyna. Siedząc chwile w kolejnej ciszy, przelatywały mi w głowie moje ostatnie nie załatwione sprawy oraz ten piekielny telefon do Fabiana z prośbą o przełożenie zdjęć. Pamiętam do tej chwili jego z piekła rodem głos próbujący mnie przekonać tudzież uświadomić mi że każdy dzień naraża ich na ogromne koszty. – Czy ty w ogóle zdajesz sobie z tego sprawę? Nie jesteś pępkiem tego świata! – krzyknął tak głośno jak tylko mógł bo z pewnością jak zwykle siedział gdzieś w publicznym miejscu i nie wypadało, jak lubił mawiać: zniżać się do poziomu wulgarnych słów. To jednak go nie powstrzymało i pozwolił sobie na chwile zapomnienia – mam nadzieje ze masz dobre wytłumaczenie do jasnej cholery – ostatnie słowo obaliło moje sondy że jest w dość eleganckim miejscu i zaraz mogę się spodziewać prawdziwego ataku ponieważ Fabian uważał ze słowo cholera to też wulgaryzm – hallllllo? Jesteś tam? – po chwili zapytał tym razem nieco grzeczniejszym tonem po czym szybko zaatakowałam i o dziwo mocno wykrzyczałam – owszem jestem i zastanawiam się jak wytłumaczyć tobie że ja tez mogę mieć swoje życie prywatne, swoje problemy, swojego chłopaka, rodzinę i dom! – chwila zgrozy.. ciarki mi przechodziły po plecach a w myślach miałam tylko jedno pytanie: jak ja mogłam powiedzieć cos takiego?! Jednak stan otępienia przerwały jego słowa – potrafię zrozumieć wszystko nawet te twoje widzimisie ale pamiętaj że kiedyś to się skończy i nie zawsze będę mógł ciebie bronić – w głosie ewidentnie było słychać przejęcie tą całą sprawą, biorąc pod uwagę jak zawsze całym sercem mi pomagał stwierdziłam ze kilka słów wyjaśnienia mu się należy – bo widzisz mój drogi.. – czasami byliśmy na „ty” – chodzi o wesele mojego chłopaka kuzyna. To bardzo ważny dzień dla mnie, wiem również że to moja wina.. – chociaż naprawdę tak nie uważałam – umawiając się z tobą wiedząc że nie uda i tak mi się załatwić tych pociągów.. – zaaferowałam w to wszystko jeszcze brak pociągów oraz ośrodków komunikacji jednak przerwał mi mówiąc – zrozumiem ciebie i tym razem nawet jeżeli to nie prawda.. – cholera wyczuł! – porozmawiam z szefostwem i przełożymy to na inny termin – dziękuję, naprawdę dziękuję – po raz kolejny krzyczałam głośno i radośnie podskakując z nogi na nogę – masz u mnie „naszą kochaną kawę” w Kredensie (elegancka restauracja w Warszawie) – prychnął jednak ale wiedziałam że się cieszy bo ma we mnie przyjaciółkę – trzymaj się słodka i do usłyszenia – odetchnęłam z ulgą że to kupił – do zobaczenia mój drogi, przesyłam buziaki, do usłyszenia – i po wszystkim. Ahhh.. nie lubię w ten sposób załatwiać spraw ale czasami naprawdę wszystko wychodzi mi bokami i jest poza moją jakąkolwiek kontrolą, jest poza moim umysłem po prostu za dużo tego dla mnie! Chociaż z drugiej strony gdybym rzeczywiście tak sądziła już dawno rzuciłabym to w cholerę i zajęłabym się czymś innym. Tylko czym? Jednak nie dane mi było zastanawiać się dłużej niż 15 sekund w których przeleciała mi cała rozmowa z Fabianem i końcowe pytanie - tylko czym? - ponieważ Ka. siedzący dokładnie na przeciwko mnie złapał moją blado-różową buzie z zimna, przyłożył do swojego jak zwykle ciepłego noska i pozwolił abym w chwili zapomnienia wtuliła się w niego i poczuła bezpiecznie jak nigdy dotąd. Sprawiał że nawet w ciemnym, szarym i ponurym pociągu poczułam się naprawdę kochaną osobą. W myślach podziękowałam mu za to a on jak by słysząc to powiedział – Kocham cię – spojrzałam mu prosto w oczy, złapałam go za delikatne i zawsze zadbane dłonie głaszcząc go kciukiem po palcach i jeszcze mocniej wtuliłam się aby na chwile zasnąć. pozytywna 2006-10-22 21:42:28 skomentuj (0) Poniedziałek 13:07 Kilka chwil niepewności z serii bardzo drażliwych bo przygryzając górną wargę zastanawiałam się co dostałam z biochemi. Owy moment jest czasami wręcz podniecający ale za razem tak wkurzający że nigdy nie moge sie powstrzymac od słow - zaliczyłam? Tak? Nie? No prosze mi powiedziec czy zaliczyłam! - warknęłam wręcz delikatnie przygryzając już obie wargi ale na tyle cicho że usłyszała to tylko moja kolezanka Ew. z którą dzieliłam "studiowaną" ławkę. - Zaliczyłaś - odrzekł przesympatyczny Pan który co powniedziałkowe zajęcia starał sie otworzyć nasze umysły i wlac odrobine biochemi, po czym dodał - 7 na 10 punktów; gratuluje - nie wiem czy był zadowolony że umiem czy ucieszył się że osoba która siedzi w ostatniej ławce i nigdy nic nie rozumie z tego przedmiotu zaliczyła na AŻ 7 punktów. Tak czy owak byłam z siebie dumna, triumfowałam nad resztą mimo że też byli lepsi czułam sie wyjątkowo. 14:48 Wykład z antropologii który zawsze był terroryzujący, mało osób na niego chodziło. W sumie to nigdy sie nie dziwiłam że nikogo nie interesuję słuchania okresu płodowego matki. Jednak ja zawsze chętnie/nie chętnie siedziałam na dość miękkim siedzeniu z zielonym obiciem na drewnianym usztywnieniu w wyremontowanej auli. Tak samo często jak tam bywałam tak samo często siedział obok mnie mój chłopak Ka. Dzielnie wysłuchiwał natarczywej i czasami wręcz nieznośnej pani z wykładów jednak zawsze trzymał mnie za ręke i był blisko mnie. W chwilach kiedy nasza mówczyni brała oddech wiedzieliśmy ze mamy ok. 10 sekund aby cieszyć się sobą bo zmienia na rzutniku kartki lub tez ich szuka. Czasami trwało to nawet 15 sekund ale nigdy nie więcej niż 17. Zawsze zwalała wine na niezcentrowany rzutnik, niewyostrzone lampy itd. jednak robiła to tak skutecznie że nawet tłumaczenie jej nieprzygotowania sie do zajęć potrafiły nas zmęczyć zeby po chwili drobnej rozkoszy usłyszeć - ... tak więc w okresie między 1 a 3 miesiącem kształtowania się dziecka ... - co i tak w niczym nie pomagało bo już dawno sie rozkojarzyłam i nie robie notatek. W przerwie złapałam za telefon i pobiegłam szybkim susem wykręcić numer do pracy potykając się przy tym o co drugie siedzenie jak w jakimś labiryncie. Pamiętając już numer prawie na pamięć usłyszałam jak zwykle przemiły głos mojego szefa - starszego męzczyzny z uśmiechem przyklejonym na twarzy i szydzącego na prawo i lewo z nowicjuszek którymi zawsze musiałam sobie radzić. - Dzień dobry Marto, chyba o nas już zapomniałas? - powiedział spokojnym głosem aczkolwiek w wyobraźni widziałam jego marszczące sie brwi przy słowie 'zapomniałas'. - Witam Pana - równie mocno i szybko zmarszczyłam brwi mając nadzieje ze wyobrazi sobie moj widok w tym momęcie - tak wiem, przepraszam, aczkolwiek nawał pracy oraz zajęć nie pozwalają mi ostatnio nawet na odrobine przerwy z moją ukochana kawa - czułam sie jak na spowiedzi, jednak tym razem kłamałam jak z nut. - Nic sie nie stało - westchnął jak by naprawde uwierzył w to co powiedziałam - Ty zawsze jako jedyna mówisz tak spokojnie o swoich codziennych rozterkach - co? Co on mówi? Rozterkach? Ja wariuje na tej uczelni łącząc ze sobą jak mały poplątany kotek dwa sznurki plątając sie na prawo i lewo. Już chciałam sie wścieknąć kiedy przypomniałam sobie że ta praca jest ważna dla mnie i właściwie oprucz pozowania do zdjęc nic nie umiem.. a tak mi sie wydawało bardzo długo jednak w tym momęcie dodałam tylko - to bardzo miłe że własnie tak mnie pan postrzega aczkolwiek chciałabym sie.. - i tu sam mi przerwał i dodał - tak wiem po co dzwonisz, przymiarki jak zwykle w piątek o 18 a ćwiczenia w sobote o 12 - przyzwyczajona ze zawsze wszystko musi idealnie pasowac pozwoliłam mu na to aby dalej do mnie mówił i nawet nie śmiałam mu zwrócić uwagi że cos może być nie tak - jak byś miała jakiś problemy.. ekhem.. chociaż nie, ty nigdy nie masz problemów(!) - cholerna presja, nigdy nie wiem czy robi to świadomie czy nie! Jednak zawsze po tych słowach robie sie w ułamku sekundy czerwona bo wiem jak bardzo na mnie liczy - jakieś pytania kochaniutka? - Nie, nie mam pytań - zawsze wszystko jest kur.. dla mnie oczywiste i normalne jest to że nie wiem jakim cudem zjawie sie w tej cholernej Warszawie o 18! - To bardzo ale to bardzo sie cieszę. Chociaż któraś z młodych dam ze mną współpracuje. Fabian (jeden z najlepszych fotografów) przygotował dla ciebie coś extra! Mam nadzieje że bedziesz zadowolona. Zycze udanego dnia - klik i sie rozłączył. Nie dał mi nawet powiedzieć jak bardzo sie z tego powodu ciesze i gdzies tam między całymi zdaniami chciałam nadmienić o mojej pensji że może w przypływie emocji troche by podskoczyła w góre. W końcu nadchodzi sylwester.. Westchnełam sobie spokojnie i wziełam kilka głębszych oddechów. Spojrzałam na troche zdezelowany telefon znanej firmy motorola i niemalże w tym samym momecie gdy zachwycałam sie że owy telefon jest jeszcze w dobrym stanie dostrzegłam że przerwa już dawno mineła i jestem sama na ogromnym holu. Szybko ruszyłam do wielkich drzwi i starając sie być nie zauważoną usiadłam na swoim miejscu. Zaniepokojny Ka. zapytał szeptając mi do ucha - gdzie była moja księżniczka? - ahhh.. uwielbiałam jak to mówił - dzwoniłam aby sie dowiedzieć co z pracą - skłamałam bo już od tygodnia sie domyślałam że na weekend mam wyjazd - i jak? Mam nadzieje że pamietasz że w piątek wracamy do mnie i jedziemy na wesele mojego kuzyna? - kiwnełam na znak że wiem, jednak w środku gotowałam i wkurzałam sie na przemian bo głowiłam sie jak przełozyć wyjazd. Stweirdziłam że pózniej o tym pomyśle i mówiąc - później kochanie o tym porozmawiamy ale mimo to nadal pamietam ze ten weekend jest nasz - pochłonełam sie w nur przepisywania kolejnych bardzo istotnych informacji potrzebnych mi do życia. pozytywna 2006-10-17 21:16:46 skomentuj (1) Piątek Co do zeszło-tygodniowej imprezy to bez komentarza, nie umiem sie bawić z moim chłopakiem-ah(!) jakie to jest irytujące. Ja pije-duzo, on pije-baaardzo malo-tego sie nie da podzielić! 18:33 Gdzieś na fali białych chmurek i obłoczków gdzies gdzie nie mam kłopotów, braków, nieporozumień; gdzies tam daleko, tam wysoko. Wyrazy przeplatają sie z muzyką(a ona skąd?!) i konplentują jedną całość abym zrozumiała po co tak naprawde jestem. 18:36 Poszłabym na impreze poszaleć-tak własnie poszaleć(!). Jak kiedys.. Kurde jakaś taka wyciszona jestem-nie podoba mi sie to i to bardzo! Nie chce już bajerować kolesi na imprezach (:P) chce sie pobawić ze znajomymi.. taaaak bardzo mi tego brakuje. 18:38 A macie! 18:39 Moje dziewczęta musza nosić sie z klasą, a te buty to ewidentny wypadek przy doborze swojej garderoby-oznajmiłam delikatnym aczkolwiek przeszywającym spojrzeniem wprost na jej blado-rozowe policzki. Znajdziesz w "Szafie" Jimmy'ego Choo coś odpowiedniego dla siebie.. wracając przynies mi kawe-powiedziałam i poszłam załatwiać swoje sprawy. Uwielbiam poniewierac innych. Jestem okropna, zła, irytująca, arogancka i z przerazeniem inne dziewczyny wypowiadają moje nazwisko.. ale jeżeli tak naprawde jest to dlaczego wszyscy sie mnie słuchają? Manipulacja bym tego nie nazwała, korzyści dla innych też nie! Ahh.. jaka złość mnie przeszywa i łączy sie w całość z mymi władczymi planami. Nadal jednak jest we mnie dużo miłości, dobroci i "tego czegoś" co sprawia że potrafie uszcześliwić kazdego człowieka! pozytywna 2006-10-06 18:52:31 skomentuj (0) Czwartek, 28 Wrzesień. 22:14 Tęsknie za kimś kto nie ma o tym zielonego pojęcia.. Za dużo w tym wszystkim jest Ciebie, Twoich myśli, dotyku i spojrzenia kojącego wszelkie rany. 22:17 Zacinam sie w pisaniu.. 22:18 Za dużo myśle o wszystkim. Powinnam sie poddać temu co sie dzieje. Nie mam wpływu na czas-tak samo nie miałam wpływu na Ciebie gdy o coś prosiłam jednak nigdy nie sądziłam że ta przerazajaca cisza bedzie mnie od środka wyniszczać. 22:19 Jutro jest piątek. Świętuje swój drugi rok na wspaniałej-czasami terroryzującej-uczelni ;-) Uciekam z ciasteczkami do Sopotu. Jutro jest piątek.. dzień przełomowy-o ile moge go w tej chwili tak nazwać. Jakkolwiek będzie to kiedys uzasadnione to najważniejsze-nie mam czego żałować-wiele rzeczy sie zmieniło. 22:21 Wiara w siebie.. Czyste spojrzenie na przyszłość i... niemal w tej samej chwili, gdy skończyłam chwilowo pisać i w poszumie czystej skóry oraz pachnacych wlosow czując cynamonową kawe dopiłam ostatni łyk, odłozyłam kubek i zanużyłam sie nucie spokojnej piosence. 22:31 Pakuje swoje myśli do torebki zwanej nocne sny i koszmary-jak z zycia wziete rywalizujace od lat ze soba gucci i prada-oraz ukladam ubrania w jak najlepszym porzadku; prostuje fotel, lampke; otwieram okno, zamykam drzwi. Robie rzeczy nie mające nic na celu jednak mają w jakimś tam stopniu umilić mi moj cięzki system zasypiania a jakieś 5 godzin pózniej odwrotnie.. budzenia się. 22:36 Powtarzam-jutro jest piątek.. Będe konać z przePICIA. Raz na jakiś czas można. Hehe :-D pozytywna 2006-09-28 22:37:32 skomentuj (1) Na 10 miesiecy... Na 10 mieiecy zapisałam sie na.. balet. W maju mam zawody gimnastyczne i chce włożyć w swoją prace pare elementów z baletu. Zobaczymy co z tego będzie ;-) pozytywna 2006-09-26 21:06:51 skomentuj (1) 100% na TAK Jestem na II roku. Mam dużo do świętowania ;-) Jedyna 4 na poprawce kolokwium na uczelni-kujon.. ale za to jaki szczesliwy! pozytywna 2006-09-21 23:27:24 skomentuj (2) dkny.. to tylko zapach.. 21:08 Spojrzał.. przeszył wzrokiem, mocno przytulił i powiedział ze kocha. Uśmiechniety, zadowolony z życia i szczęśliwy że już jest na ziemi. Pachnący jak zawsze, nowy wygląd i te ruchy ciała. Obiecał, dotrzymał słowa i jest.. jest ktoś niesamowity i bardzo wyjątkowy. Sprawia że gdy tylko sie obudze mam motylki w brzuchu, jak zasypiam mam maślane oczeta a gdy śpie jego ciepłe myśli otaczają mnie i dbają o spokojne marzenia. On doprowadza mnie do szału.. On kocha i potrzebuje wsparcia. Ja wybaczam.. ja kocham i ja wspieram. Wspomnień mnustwo, cudownych chwil wiecej.. wylanych łez z tęsknoty od groma. Wizja przyszlosci-jedna, osoby uzupelniające sie nawzajem-dwie, uczuć przeplatających się jak nitki na mojej bluzie-tysiące. Sprawia że płacze, śmieje się i wierze. Przytula gdy tego potrzebuje, mówi i tłumaczy gdy nie rozumiem.. wręcza prezęty o ktore nigdy nie śmiałabym prosić. To ja jestem ta która nie ufa, ta która sie boi i ciągle sie zamartwia. On jest tym którym to napędza i nadaje sens.. nam nadaje sens. Dotyka, pieści.. całuje. Był, jest i będzie. Przepraszam za wszystko. Za 3 miesiące niedopowiedzeń, dziwnych afer o nic i zazdrości o inne kobiety. On kocha i ja tez kocham. pozytywna 2006-09-10 21:39:11 skomentuj (1) ... Usa.. Stany.. Nowy J! Jeden pies! A drzwi stoją otworem i czekają.. czekają aż przez nie przejde.. co mam zrobic? :( pozytywna 2006-09-10 17:53:12 skomentuj (0) Zaliczylam... zaliczylam anatomie.. - kolokwia na.. 4 ;-) najlepiej ze wszystkich poprawiających i jak to Pan J. (wykładający anatomie) powiedział:" Ona jest genialna! " Mam powody do radości! :-) pozytywna 2006-09-04 20:06:01 skomentuj (1) szybko.. 16:49 Czuje ze to nie ma sensu.. Uciekaj od problemów, nazywaj je inaczej niż naprawde brzmią. Jestem wspaniałą kobietą ktora ma głowe wysoko uniesioną i kołysze biodrami w rytm muzyki ktora biegnie prosto z serca.. Nie ma Ciebie w nim? Bo mnie nie ma w Twoim.. pozytywna 2006-08-30 17:21:45 skomentuj (1) Samotnie sie budząć, życijąc w wielkim mieście.. Ostatnia niedziela miesiąca-63 kg. Wzrost nadal ten sam ;) Uśmiechów na buzi-bardzo dużo. Nauki-jeszcze więcej! Wakacje.. albo jak kto woli "wolny czas" leci sobie spokojnie a czasem jak na wariata-jak w mojej pralce.. jak jej sie zachce to działa a jak nie to focha strzela i wyjmuje wtyczke z kontaktu ;p No ale.. powracając do owego wątku czym były tego roczne wakacje/wolny czas? 3 miesiące bez mojej drugiej(?) połowy. Kwestia przyzwyczjaenia-własciwie dopiero teraz tak o tym myśle.. bo wczesniej miałam mnustwo żalu do niego o to; takie zycie! No ale co tam.. wakacje były i są nadal rewelacyjne. Niedawno byłam w Pradze.. na turnieju mojego ukochanego sportu!Nie wyszłyśmy z gr. chociaż miałysmy pierwszyraz w życiu szane. Była niesamowita walka na boisku i "rzeźnia" poza. Straszne obciążenie psychiczne nosi w sobie człowiek jak coś spieprzy.. dlatego na tym wyjeździe nauczyłam sie bardziej wierzyć w siebie i jeszcze bardziej optymistycznie patrzec w przyszlosc-naprawde pomoglo! Jednak najlepsze sie działo po meczach oraz.. w trakcie całego turnieju! Zaczeło sie od tego.. ze jedna z kolezanek nie miała gdzie spać.. a że ja jestem księżniczką niesamowitą i wiozłam ze sobą 3 osobowy materaz, pościel i poduszki to przygarnełam ją do siebie. Ogolnie ani ja za nią.. ani ona chyba za mną nie przepadała.. Jednak po tym wyjezdzie musze przyznac.. coś zaiskrzyło(?).. Owszem-cos zaiskrzyło. Caly wyjazd ciągle razem.. - wiem że ona może tego tak nie przeżywać ani odczuwać jednak ta osoba zblizyła sie do mnie niesamowicie blisko.. Pewnie połowe ze swoich rzeczy jakie robiła, robiła dla zartów ale za to w taki sposób ze mogłabym z pewnością zostać lesbijką własnie z nią! Imprezy.. imprezy w Pradze to jedna wielka zabawa i poznawanie mężczyzn ze wszystkich stron świata! Co tam sie działo.. coś.. coś tak niesamowitego, na poziomie, raźnego i zarazem podniecającego że wracając do pokoju po kazdej imprezie miałam motylki w brzuchu. MOgłam tam sie zauroczyć co 5 minut.. a zakochać na zabój minimum 2 razy dziennie. Ludzie są otwarci i bezproblemowi. Ahhh.. Na pierwszej imprezie wyszłymsy wszystkie! Wylansowane i piekne w każdym miejscu na naszych gorących ciałach. Rozkrecałysmy kazde pietro imprezy (bo bylo ich 5) gdzie tylko sie pojawiłysmy. Nasz taniec był tak gorący że musze powiedziec-pierwszy raz w zyciu chyba-naprawde umiem seksownie tańczyć. Jakoś wczesniej nie wierzyłam ani w siebie ani w to jak wyglądam na parkiecie.. ale ta jedna impreza tak zmieniła całe moje podejscie i ideologie tańca ze z checia bede teraz chodzić i jeszcze lepiej sie bawić niż kiedys! Druga impreza.. To już nieprzelewki-pomyślałam sobie jak zobaczyłam nas jak wyglądamy! Sam.. ale totalny sam sex! Kazda z Nas zwracała na siebie uwage a jak razem gdzieś tańczyłsmy to po chwili nie było miejsca gdzie przejsc tudzież zaczerpnąć świerzego powietrza.. Nasze seksowne, czasem skąpe ale za kazdym razem idealne stroje budziły czasem podziw. Dosłownie byłysmy przelansowane. W Polsce? W POlsce by to nie przeszło bo były byśmy czymś "innym" a w Pradze to normalność jednak my zawsze trzymałysmy klase.. Ahh.. będe w te miejsca wracać często wspomieniami.. i jeżeli Was to interesuje (bo pewnie tak jest:P) to nawet przez sekunde nie zdradziłam swojego chłopaka ;) Co to.. to nie ;) Jedak szczerze mówiąc.. gdybym była sama nie zawachałabym sie dać swojego telefonu 2 boskim ciasteczką! Ahhh.. zauroczyłam sie.. jednak musiałam sie z nimi.. "czule" pozegnac i opuścić piekną Prage i cudowne państwo. A teraz jestem w domku i ucze sie do poprawek.. moje zycie wraca do normy i z... utęsknieniem(?) czekam na swojego mężczyzne aż wróci do mnie i mocno mnie ukocha! Jedne z lepszych wakacji w moim zyciu! pozytywna 2006-08-27 15:21:18 skomentuj (1) Wakacje 2006 pływam na desce na półwyspie i udaje że umiem sie utrzymać na powierzchni wody ;-P pozytywna 2006-07-07 23:40:52 skomentuj (10) Gdzieś wśród fali pięknych sukien i kapeluszy.. "Sliczny dworek.. kawałek za XXX (moim miastem).. Z pieknym widokiem z tarasu i psem biegającym wśród kolorowych sukien młodych kobiet, ktore fantastycznie sie bawią.. uśmiechaja i dotrzymuja towarzystwa swojej drugiej połowie." 19:31 Tak więc mamy byc na godzine 21 minut 30.. 19:32 Gwiazdy musza mieć efektowne wejście.. 19:33 Powinnam juz isc sie kąpac.. i szykować a siedze cały czas na gg i rozmawiałam z (?) Michałem i prosze zeby przyjechał po mnie i zebysmy razem spedzili ten elegancki wieczor.. mimo ze wiem iz jest w Anglii-wraca do Polski 11 czerwca (ahh ten 11.. rok temu wrocił do Polski własnie 11 października) 19:35 Mam tylko półtorej godziny.. Sama kąpiel trwa 30 minut.. A już nie mówie o zabiegach upiększających.. 19:36 Układanie włosow.. trwa conajmniej 45 minut(!) 19:40 Prostowanie nie jest takie łatwe... Spodobałyby sie Michałowi-on lubi jak robie z siebie gwiazde. 19:55 Za 15 minut ide sie kąpać "Gdy godzina 21:05 wybije.. z białego samochodu wysiądzie mężczyzna z małą kopertą.. w srodku maja byc 2 zaproszenia.. jeżeli sama bede wsiadac do tego samochodu będe musiała porwać jedno zaproszenie i pojechac sama.." 21:05 Dzwonek do drzwi.. - Wiem ze nie ma po drugiej stronie Michała jednak trzymając za klamke przypomniam sobie każdy jego widok.. każdy uśmiech, kazde spojrzenie kiedy wchodził przez te drzwi.. i prawie za kazdym razem miał dla mnie róże. Nigdy przedtem ani pózniej nie dostałam takich długich.. - naciskam klamke, otwieram drzwi, podnosze głowe.. przedzieram sie wzrokiem przez biały kapelusz i.. i widze męzczyzne trzymającego małą koperte. Myślałam ze zemdleje.. ale trzymałam się bo wiedziałam ze to ważne przyjęcie i bez powodu nie dostałam tych zaproszeń.. Otworzyłam koperte i stało sie tak jak powiedziałam.. ".. z kieliszkiem szampana w lewej i z zaproszeniem dla mnie w prawej dłoni bede jechac niecałe 50km. Sama.. dopijając ostatni łyk alkoholu oraz wysiadając z myślami: "dlaczego ja ciągle na takie przyjęcia chodze sama".. dojde do wniosku że dobrze zrobiłam ubierając niewygodne buty." Na nic piękna suknia.. na nic proste włosy, na nic moj elegancki kapelusz.. i zgrabne pantofle. Ale dalej sądze że życie to bajka.. tylko musze wiernie poczekać na swojego Księcia z bajki ;-) pozytywna 2006-05-30 23:37:57 skomentuj (3) Sobotni wieczor... Tak sobie siedze wieczorkiem.. ok. godz 21:00 i stwierdzam ze moje zycie to jednej wielkie SHOW! Pokazy.. szalone zycie, wyjazdy, zakupy, przystojni koloesie itd. A gdzie w tym wszystkim jest czas na nauke? Wszystko zaliczam i przechodze na nastepne semestry-nawet z wyroznieniami! Ale co z tego? Chyba czuje jakis niedosyt intelektualny(?). Ahhh.. wyjazd do Japonii.. do Włoch i LOndynu.. ile jeszcze tego bedzie. Zapisałabym sie na jakis kurs.. wydała w koncu na sluszny cel pieniadze.. Czuje ze jestem troche zepsuta przez pieniadze :PP Tyllko bym wydawała.. W koncu moze zrobie prawo jazdy-ale(skad to ale sie wzielo??)-ale widzialam piekną garsonke w Zarze.. o jaaa.. Kosztuje tyle co prawo jazdy... <--- i tak jest ciagle! Przekladam i przekladam.. bo cos jest do kupienia. Musze nad tym popracowac! Ale w sumie.. jest az tak źle ze mna? ;-) Kiedys w koncu chyba z tego wyrosne.. pozytywna 2006-05-20 21:07:07 skomentuj (3) 5 dni 9:48 Pierwsza myśl dzisiejszego dnia.. to wcale nie jedzenie, wcale nie zakupy.. tylko? Wyjazd na weekend do Londynu! :D Własnie z takim humorystycznym podejściem do niedzieli ruszyłam sie ubrać i coś zjeść.. Rodzina na nogach; mama pichci, brat przy kompie a tatulo-w sumie to nie wiem gdzie on jest.. Cały dzień: ucze sie anatomii!!! Jutro na 8 zaliczenie.. Dam rade-uczyłam sie wkońcu-> cały dzien.. 20:47 Musze sie zakochać.. Hehehe to mi dobrze zrobi! 20:48 Jakies nowe ciuchy? Niee.. zbieram na Anglie.. tam sobie poszaleje ;-D pozytywna 2006-05-07 20:47:46 skomentuj (2) 30 kwiecień 2006r. 30-04-2006r. Kg jakies 58? Schudłam.. spodnie ze mnie spadają; nie jestem na diecie. Uroda w normie-jak zawsze piękna; nowe perfumy.. nowy pierscionek i 20 lat na karku ;-) 10:48 Dzwoniła Ala-w sumie sie umowiłysmy.. ale nie sadzilam ze zrobi to naprawde-obudziła mnie i powiedziała ze jednak nie idzie do kościoła tylko idzie dalej spać.. -tak powiedziała mama powoli i pocichu wchodząc do mojego pokoju gdzie małe kotki turlały sie po dywanie ;-) Pomyślałam ze moge dalej spać.. więc spowrotem połozyłam głowe na małej, niebieskiej poduszce i przytuliłam małego, starego.. ale zarazem strasznie kochanego misia.. 12:08 Dzień dobry wszystkim-oznajmiłam wchodząc do kuchni.. jednak była tylko mama.. przygotowywujaca obiad. 14:17 Rozmawiałam własnie z Michałem-moj były chlopak.. napewno go pamietacie.. ten co przeprowadzil sie do Wielkiej Bryt. -ustalalismy moj weekend w Londynie.. Bo pozwolilam sobie zaplanowac 13 i 14 maja w Londynie na imprezie i zakupach-w koncu musze wydac troche pieniedzy i zadbac o siebie. 18:04 Byłam u mamy.. Musiałam jej zanieść rękawiczki.. w sumie nie wiem po co-ale prosiła. Pada dzisiaj deszcz u mnie, jest brzydka pododa, szaro i ponuro.. Najpierw sniegi, teraz deszcz-myslac w taki sposob dochodze do ulicy i przeskakuje ją ogromnym susem bo kaluże są naprawde ogromne, przegladam sie w sklepowej witrynie stweirdzajac ze mam juz dlugie wlosy.. 18:12 Brzydko.. nie dla mnie, nie dla nikogo.. Wystawiam swoją buzie-schowana w kurtce-na deszcz.. Ide wolno.. i ciesze się kazda chwila.. Rozglądając się na prawo i lewo widze ze nie wszystkim jest tak łatwo jak mi.. Czasami uwazam ze jestem rozpuszczonym bachorem.. palnęłam hasło:"weekend w Londynie" tata się uśmiał po pachy.. mama nawet starała mi się to wybic z glowy.. "ale jak to kochanej księżniczce nie dadzą?" Niby to takie mile.. kochane.. oni tak bardzo chca mojego szczęścia-i w tym momecie zatrzymałam się w lesie.. kałuże zalewaly mi buty a deszcz skręcił moje włosy; wziełam ręke do kieszeni i wyjęłam.. wyjęłam cos.. co znalazłam w tym samym miescu.. w lesie.. - różaniec.. i pomyślałam jest ktoś gdzies tam i nademna czuwa, mam swojego aniola. Przetarłam lewa reka cala twarz przy czym starałam się jak najwięcej mysli zapamiętać.. aby je komus powiedziec.. jednak komu? Nie mam nikogo.. mam tylko.. tylko.. pamiętnik.. 18:34 Bilety juz są.. sprawdziłam poczte-rezerwacja dokończona. Teraz tylko zapłacić-robi to Michał-i odebrac.. Nie moge sie doczekac bo z pewnością sobie od wszystkiego odpoczne. Co na to moj obecny chłopak? On wszystko wie.. Wie kim był (i jest) dla mnie Michal i z pewnoscia nie ma o co byc zazdrosny. Kim jest moj nowy chlopak? To fantastyczny mezczyzna. Ma 23 lata i dużo studyjnych doświadczeń m.in. teologie i bankowość(?) tudziez ekokomie(?). Stawia mnie na ziemie gdy za daleko odlatuje.. i pokazuje mi ze wcale nie jestem az taka straszna, pusta, głupia i wredna. Dba o mnie z całego serca-wyrywajac wykladowcy na zajeciach mikrofon i prosząc aby caly rok zaśpiewał mi 100 lat ;-) i w momecie gdy caly rok to robi.. on przynisi mi oogromna roze i naleśniki-tylko sie zakochać! Dzisiaj: Troche znudzona spokojem i niepogodą.. Zyciem na jednej uczelni.. i nie prowokowaniem. Anatomią.. moze pływalnią.. W przyszłości: Jak zwykle duzo wyjazdow.. imprez, zycia poza domem, pracą w Jastrzębiej, Japoni(?), Włochy(?).. Wyjazdy na obozy sportowe AWFu, turniej w Pradze-unihokej, turniej w Szwecji-unihokej.. no i moja ukochana Majorka albo oboz językowy ;-) Teraz: Obiecuje ze postaram sie częsciej tu zaglądać.. pisać i odwiedzać Was. Dziękuje-pisząc to słowo wziełam kubek herbaty i wypiłam go do końca.. odłożywszy go nacinełam "Dodaj" i mamy nową notke ;-) pozytywna 2006-04-30 19:09:58 skomentuj (4) |
mOje ideały aneta zając :) #2 zdecydowanie nie głOOpia88 :* Nivena agus aneta zając :) RomUs Nitkka pewna sexOwna dama.. |